Tuż po finałowych brawach, w kulisach hali widowiskowo-sportowej w Ropczycach, rozmawiamy z Dawidem Fusem – dyrygentem, który od czterech lat nadaje ton Miejskiej Orrkiestrze Dętej w Ropczycach. O emocjach, odważnych zmianach w repertuarze i ambitnych planach na nadchodzące miesiące.
Panie Dyrygencie, gratulacje. Koncert właśnie się zakończył. Jakie są Pana pierwsze wrażenia na gorąco?
Dziękuję bardzo. Szczerze mówiąc, emocje jeszcze nie opadły i myślę, że dopiero jutro będę mógł na spokojnie ochłonąć po tym wszystkim. Mam jednak nadzieję, że ta energia, która nam dzisiaj towarzyszyła, była w pełni pozytywna. To był dla nas wyjątkowy wieczór, bo zaprezentowaliśmy coś zupełnie nowego – styl góralsko-rockowy. Takiego połączenia w Ropczycach jeszcze nie było.
Publiczność dopisała, hala była wypełniona do ostatniego miejsca. Jak Pan ocenia frekwencję?
Jeśli chodzi o ropczycką publiczność, to ona nigdy nas nie zawodzi, ale dzisiaj hala dosłownie pękała w szwach. Widząc to ogromne zainteresowanie, mam taką cichą nadzieję, że obecne władze miasta pomyślą w końcu o budowie nowej hali widowiskowo-sportowej z prawdziwego zdarzenia. Ropczyce potrzebują miejsca, które pomieści wszystkich chętnych na takie wydarzenia kulturalne, bo potencjał, jak widzieliśmy, jest ogromny.
Przeczytaj również jak zapraszano na Koncert Noworoczny do Ropczyc
Przygotowania do takiego widowiska to z pewnością ogromny wysiłek. Ile czasu zajęło Wam dopracowanie dzisiejszego programu?
Czwarty kwartał każdego roku to dla naszej orkiestry okres bardzo intensywnej, "gorącej" pracy. Spotykaliśmy się regularnie dwa razy w tygodniu, aby wyszlifować każdy utwór. Przy takim składzie i gościach – a mieliśmy przecież Tomasza Jarosza, Ewę Siembidę-Jachym czy kwartet smyczkowy – nie było miejsca na wpadki. To wymagało od wszystkich muzyków ogromnej dyscypliny.
Prowadzi Pan orkiestrę samodzielnie już od czterech lat. Jak z Pana perspektywy zmienił się ten zespół w tym czasie?
Tak, to już czwarty rok mojej samodzielnej pracy, a wcześniej przez dwa lata uczyłem się pod okiem mojego poprzedniego kapelmistrza, który niestety zmarł w ubiegłym roku. Przez ten czas na pewno mocno się rozwinąłem i nabrałem pewności. Największą zmianą jest jednak kierunek artystyczny. Mój poprzednik stawiał na klasykę i operetkę. Ja zdecydowałem się pójść w stronę muzyki rozrywkowej, bo ten styl jest mi po prostu bliższy i, jak widać po reakcjach, bardzo odpowiada publiczności.
Pomysł na karnawał? Bal na rzecz szpitala powiatowego. Kliknij i zobacz jak zarezerwować miejsce.
Dziś orkiestra brzmiała wyjątkowo potężnie. Czy to zasługa nowego składu?
Wiele osób o to pyta, ale muszę zdradzić, że skład osobowy jest właściwie taki sam jak w roku ubiegłym. To wrażenie "wielkości" i potęgi brzmienia to efekt współpracy z profesjonalną firmą nagłośnieniową oraz specyficznego ustawienia sceny, które przygotowaliśmy na ten koncert. To właśnie te techniczne aspekty spotęgowały efekt wizualny i dźwiękowy, który tak zachwycił słuchaczy.
Rok 2026 jest dla orkiestry szczególny – to stulecie istnienia. Jakie macie plany na najbliższe miesiące?
Zgadza się, tym koncertem rozpoczęliśmy nasz rok jubileuszowy, czyli 100-lecie funkcjonowania orkiestry. Miniony rok był dla nas pracowity, wypełniony obsługą uroczystości patriotycznych i religijnych, ale ten będzie jeszcze ważniejszy. Na razie planujemy dwa, trzy tygodnie zasłużonego odpoczynku po dzisiejszym koncercie. Później wracamy do prób – w planach na lato mamy udział w przeglądach i festiwalach orkiestr dętych, gdzie chcemy powalczyć o najwyższe miejsca.
Czego życzyć Panu i muzykom na ten wyjątkowy, jubileuszowy rok?
Tradycyjnie – połamania batuty i żeby ta pasja, którą mamy, nigdy w nas nie wygasła!
Tego życzę w imieniu Redakcji i Czytelników!
Rozmawiał Wojciech Naja
FOTO: W. NAJA
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze